I bron dla wszystkich
Plotkarski serwis Deser podal dzis informacje o 10-latce, ktora w amerykanskiej szkole wyjela noz, by pokroic jedzenie, po czym… zostala aresztowana. Jej nauczyciele wpadli w panike na widok “broni bialej” w rekach malej dziewczynki. Nie udalo im sie dodzwonic do jej rodzicow, wiec uderzyli od razu do szeryfa. Ten odstawil piatoklasistke do policyjnej izby dziecka. Komentarze do tego artykulu byly dokladnie takie jak nalezalo sie spodziewac. Wiekszosc sprowadzala sie do stwierdzenia, ze “Ameryka to kraj absurdu, w ktorym mozna kupic pistolet w supermarkecie, ale na widok noza w rece dziesieciolatki nauczyciele wpadaja w panike”.

Troche w tym prawdy. W kraju, w ktorym kultura “Self-Made Men” jest silnie zakorzeniona bron jest specyficznym dobrem, ktore w powszechnym mniemaniu jest niezbedne kazdemu, kto chce czuc sie bezpiecznie. W Kongresie bardzo aktywne jest lobby producentow i handlarzy bronia, ktorzy skutecznie blokuja jakiekolwiek proby ograniczenia dostepu do swoich produktow. Tradycyjnie najlepiej dogaduja sie z republikanami cieszacymi sie sporym poparciem na poludniu, gdzie pistolety czy strzelby sa na wyposazeniu kazdego szanujacego sie domostwa. Czasem, choc bez specjalnego przekonania, o ograniczeniu dostepu do broni przebakuja demokraci, ale tylko w wiekszych miastach na wybrzezu. W inlandzie zbyt latwo mozna stracic poparcie opowiadajac sie za ograniczeniem podstawowej (zdaniem redneckow) wolnosci.
Bartosz Weglarczyk w Gazecie Wyborczej pisze:
“Zgodnie z amerykańskim prawem mężczyzna nie musiał pytać nabywców broni ani o dokumenty, ani o zaświadczenie o niekaralności. Gotówka za pistolet plus pudełko nabojów gratis. To wszystko.
W amerykańskich domach przechowywanych jest 250 mln sztuk broni: od karabinków sportowych i kusz aż po karabiny maszynowe i działka przeciwlotnicze. Do tego dochodzi broń wojska, policji, organizacji paramilitarnych i klubów sportowych. Co pięć minut gdzieś w USA ktoś w obronie własnej wyciąga broń. Co piętnaście minut ktoś ginie od kuli.”
Dyskusja o swobodnym dostepie do broni wybucha przy kazdej kolejnej strzelaninie w szkole (bo zwykle to ta instytucja wywoluje takie emocje). Stad absurdy w postaci historii opisanej przez Deser. Z jednej strony prawa do posiadania broni nie da sie ograniczyc przez opor mieszkancow poludniowych stanow, a z drugiej wiele osob woli na wlasna reke zapobiegac kolejnym tragediom. W szkolach panuje bezwzgledny zakaz posiadania jakiejkolwiek broni (takze nozy do krojenia jedzenia). W efekcie z jednej strony mozna zostac aresztowanym za posiadanie byle scyzoryka, a z drugiej co chwile gdzies rozlegaja sie strzaly.
Ida wybory prezydenckie. Jak dotad zaden z kandydatow, ktory liczy na nominacje swojej partii nie mowi o ograniczeniu prawa do posiadania broni. Wiadomo na pewno, ze w przypadku zwyciestwa republikanow nic sie w tej kwestii nie zmieni. Swiatelkiem w tunelu bylaby wygrana demokratow, choc prawdopodobnie przyszloby za to zaplacic wysoka cene w najblizszych wyborach do Kongresu. Oczywiscie, zakladajac, ze udaloby sie taki projekt przepchnac.
“Redneck” znaczy “burak”
Amerykanskie poludnie to temat tak radosny, ze az zal byloby go nie poruszyc. Zamieszkane jest glownie przez bialych, malo rozgranietych i mocno chrzescijanskich twardzieli, ktorzy nie lubia u siebie obcych, a zwlaszcza takich o innym kolorze skory. Takie Radio Maryja po amerykansku. Mowia na nich “rednecks”. Nabijaja sie z nich wszyscy na calym swiecie. Dzis wyszperalem filmik, w ktorym mozna poczuc namiastke specyficznej buraczanej kultury.
Fox vs. Obama
Amerykanskie dziennikarstwo trudno uznac za synonim obiektywizmu. Wszystkie gazety i stacje telewizyjne maja swoje wyrazne afiliacje polityczne. Telewizja Fox (nalezaca do News Corporation, wlasnosc magnata Ruperta Murdocha) to jeden z glownych orezy w walce po stronie republikanow. Sam George W. Bush sporo glosow w wyborach z 2004 roku zawdziecza wlasnie dziennikarzom kanalu Fox News. Ostatnio prawicowe media zweszyly, ze Barack Obama rosnie w sile. W niektorych stanach zebral juz wiecej pieniedzy i zwolennikow niz Hillary Clinton, jego glowna kandydatka wewnatrz Partii Demokratycznej. Na reakcje Foxa nie trzeba bylo dlugo czekac, “haki” na potencjalnego kandydata demokratow znaleziono szybko.
Pomijam ciezar gatunkowy zarzutow o Obamie-palaczu. Dla wielu Amerykanow jednak juz informacja o jego drugim imieniu moze byc istotna. Nie dosc, ze czarny, to jeszcze syn muzulmanina (no dobra, jego ojciec wychowal sie w islamskiej rodzinie, ale sam porzucil religie). Wczesna edukacja na pewno mu nie pomoze. Ukonczenie madrasy (szkola koraniczna) to dla wyborcy z Alabamy czy Teksasu marna rekomendacja. Fox w swoich programach pomija natomiast, ze w Indonezji (gdzie, wychowywal sie Obama) wszystkie szkoly sa muzulmanskie, jak przystalo na najwiekszy islamski kraj na swiecie. Widzowie Foxa nie dowiedzieli sie tez, ze akurat ta szkola, w ktorej uczyl sie Barack jest dosc liberalna i (jak na Indonezje) swiecka.
Pochodzenie Baracka Husaina Obamy moze byc gwozdziem do jego politycznej trumny i wszystko wskazuje na to, republikanie nie beda mieli skrupulow przed wykorzystaniem brudnych zagran w nadchodzacej kampanii. Sam Obama bedzie wiec musial zmierzyc sie ze swoim wizerunkiem czarnego muzulmanina, ktory chce przejac Ameryke dla swiata islamskiego. Zmierzy sie z uprzedzeniami rasowymi i antyislamskim nastawieniem popularnym nie tylko wsrod zwolennikow republikanow.
Kandydat dla niezdecydowanych
Co piec lat okazuje sie, ze chetnych do objecia fotela prezydenckiego w Polsce jest co najmniej kilkunastu. Ci, ktorym chcoc troche zalezy na publicznych pieniadzach narzekaja, ze to az za duzo i powoluja sie na przyklad Stanow Zjednoczonych, w ktorych to niby zawsze startuje tylko dwoch kandydatow. Wprawdzie taka informacja jest rownie prawdziwa jak moneta trzyzlotowa (trzydolarowa?), ale trudno kogokolwiek winic. Rzeczywiscie media mowia zwykle tylko o kandydatach wystawionych przez Demokratow i Republikanow, zupelnie pomijajac reprezentantow Partii Liberalnej czy kandydatow niezaleznych. Coz, wizja dwoch pretendentow do najwyzszego stolka w trzystumilionowym kraju jest az nazbyt utopijna. Przyjmijmy jednak, ze liczy sie jednak tylko tych dwoch. Na razie trwa wewnatrzpartyjna przepychanka i zarowno demokraci jak i republikanie nie moga sie zdecydowac, kto ma ich reprezentowac (o tym kiedy indziej).

Dla tych, ktorzy sa juz zmeczeni ogladaniem debat w stylu Giuliani vs. Romney (czyli republikanin vs. republikanin) nieoceniony kanal Comedy Central postanowil wypromowac wlasnego kandydata, ktory wprawdzie powaznych ambicji politycznych nie ma, ale za to ubarwia kampanie i chwala mu za to. Pomysl nie jest nowy, bo w takiej np. Wielkiej Brytanii do parlamentu kandydowal juz Sacha Baron Cohen (pozniejszy Borat), a w Polsce twarz kandydata Edwarda Ackiego ludzaco przypominala Szymona Majewskiego. W USA takim kandydatem jest Jon Stewart (nie, nie “John”) jak dotad znany byl przede wszystkim jako gospodarz programu “The Daily Show”, w ktorym specjalizowal sie w robieniu sobie jaj z politykow, zwlaszcza z urzedujacego prezydenta. Probka poczucia humoru Stewarta ponizej (fragment programu Davida Lettermana).
W Stanach juz tak to jest, ze do wyborow startuje od razu duet kandydatow na prezydenta i wiceprezydenta. Stewart dobral sobie do towarzystwa Stephena Colberta, kolejnego komika z Comedy Central. Na stronie kandydata widac banner (podobny do tego, ktory mieli Kerry i Edwards w 2004r.) z haslem “A funnier America”. Strona moze i niezbyt imponujaca, ale za to programy Stewarta i jego wypowiedzi sa swietne. W razie porazki wyborczej, moze udaloby sie zaproponowac mu kandydowanie na prezydenta Polski w 2010r. Moze wreszcie po pieciu latach mozna by powiedziec, ze glowa najjasniejszej rzeczypospolitej zna angielski.
Comments(0)
